16 paź 2011

dwa razy urodzony

.
czwartek był pierwszym dniem
w zeszłowiecznym maju
poród bezbolesny
zapomniane łożysko w oddaleniu
pozostało nietknięte w jakimś celu
bezużytecznym

człowiek z wolnej woli urósł
obracał klucz w drzwiach na poddaszu
nieużytki i brzytwy rozrzucał
na wszystkich

i poszedł między usta
z pestkami nienawiści
między pięści
między naoliwione karabiny
zaciskała się pętla na szyi
poczuł

nad stratami płakał ktoś
na bocznej drodze w kucki
zwinięty jakby modlitwę wyciskał z tubki
nieznany ktoś
współczujący
z powodu nadciągającej śmierci

następny był piątek
Wielki
jeszcze nie wystygła pamięć
powstawania z męki
bolało

liczenie kilku zamglonych dni
i kilku nocy bezsennych
kiedy ciało wydaje się czystym duchem
obleczonym w folię przed utratą ciepła

to był akt świadomego odtwarzania tkanki
dla jutra

początek zawsze będzie liczył się od środka
dnia kiedy rozum pogodzony z sercem
wymyślał nowe łagodne ptaki

lecą wysoko

0 komentarze:

Prześlij komentarz